niedziela, 6 lutego 2011
sobota, 5 lutego 2011
Look around .... czyli delta Mekongu i tunele Cu Chi
> No nie dane mi bedzie juz chyba nigdy w zyciu zobaczyc tego targu na wodzie. Jak juz wszystko zakupilismy i opanowlismy juz wszystkie wycieczki a nawet udalo nam sie z niewielkimi oporami wstac o 6,30 to siedzac juz w autobusie uswiadomilam sobie, ze jest swieto i pewnie nie bedzie nikogo na robocie. No i tak tez bylo - 6 godzin w autobusie i zobaczylismy kawalek brudnej rzeki oraz weza z portfelami z jego brata, pszczoly z miodem, fabryke kokosowych krowek i dzieki Bogu ryz i wino ryzowe oraz Marka z Suwalk. I to nas uratowalo. Jak tylko Grazynka postanowila sie napic, no to juz nie mial odwagi odmowic. Potem juz wesolo pywalismy na dziobie lodzi po Mekongu i brakowalo nam jedynie Walkirii, zeby zaczela sie dla nas Apokalipsa.
>
> Na drugi dzien, czesc odsypiala Sylwestra a dziewczynki z bodyguardem Robertem pojechaly sie pomodlic do Swiatymi Koadoistycznej. Jak ktos szuka nowego sposobu na wygodne zycie polecamy zalozenie nowej religii. Nie bede sie produkowac dosc, ze napisze, ze jednym z ich "swietych" jest Wiktor Hugo. Potem, byly tunele Cu Chi i nawrocony na socjalizm
> przewodnik.
Przewodnik byl super pokazal nam pulapki na tygrysy do ktorych w czasie wojny wpadali amerykanie.
>
...a teraz konkrety. Jutro opuszczamy przesliczny Sajgon i uderzamy zwarta grupa superwygodnymautokarem gdzie? No wiadomo - do Kambodzy:)
W planach jest wiele a co z tego wydzie sie okaze niebawem..
Oczekujcie najnowszych newsow sooooooon:D
piątek, 4 lutego 2011
komentarze
Happy New Year,
No ale cos mi sie wydaje, ze chlopaki beda wydawac kaske przez caly nastepny rok, bo wyskoczyli "troche" z kaski i odstawili sie w nowiutkie bularlki Eda Hardego.
Pelen wypas, bojcie sie laseczki.
Ja Wam mowie, jest dobrze.... Sajgon !!!!
Pierwsze wrazenia z Sajgonu! Pozna nocka, po 32 godzinach podrozy o 1,30 docieramy do Sajonu- jest czysto, przestrzennie i nie smierdzi. Na tutejszym backpackerskim kwadracie w pierwszej dzielnicy jest do pozna sporo osob ale wydaje sie byc mnej zabawowo niz na Bangkodzkim Koh Sanie. Panienki, jak to w krajusocjalistycznym mniej rzucaja sie w oczy ale alkohol jest ogolnie dostepny i tani. Male piwko w sklepie 1,5 zl a niezgorsze wietnamskie winko 8 zl. "Ja Wam mowie jest dobrze, jest dobrze ale nie najgorzej jest! " jak spiewa Mikolaj Grabowski za Himilshbachem. No i w mysl piosenek z tej plyty radzimy sobie niezgorzej - rano "Male piwko" a potem to juz jak to na wakacjach bywa : tylko to zwiedzanie i zwiedzanie - od knajpy do kanajpy, od baru do baru, od sklepu do sklepu. Ale delikatnie - WIADOMO!
Nie, nie, nie - oczywiscie troche przesadzam. Dajemy rade tez obskoczyc wycieczki. Obieglismy kilka razy wokolo pierwsza dzielnice, ktora stanowi trzon zespolu miejskiego Ho Chi Min i zachowala swoja pierwotna nazwe Sajgon. Francuzi pozostawili w niej katedre Notre Dame, poczte zaprojetkowana przez Eiffla i kilka fajnych hoteli. Niestety nie ma juz nigdzie slynnych palarni opium a bulwar nad rzeka Sajgon w zadnym stopniu nie przypomima tego znad Sekwany. W tym jedynym miejscu w Sajgonie smrod powala. Jak sie jednak okazuje, ku mojemu zdziwieniu haslo "ale Sajgon" nie bardzo znajduje odniesienie do tego znaczenia, w ktorym, zazwyczaj sie go przytacza. No moze jest jedna rzecz - ruch uliczny!!!! To jest faktyczmie Sajgon! Trzeba byc twardym i przepychac sie miedzy skuterami, ktore bezstresowo jedzdza czesto pod prad na chodnikach. Idzie nam coraz lepiej. Jakby co, to juz troche sobie porozmawialismy na temet polis, tylko nie wiemy czy traktowac przechodzenie przez ulice jako sport ekstremalny, czy tez nie..
środa, 2 lutego 2011
Tak, tak brother ..
zjadlbym co......
zjadliwe zarcie! I wiecie co? Wlasnie sie okazalo, ze zjadl moja porcje... No moze tym razem dobrze trafil?
Kwietny Nowy Rok
A teraz na powaznie
Nie mielismy odwagi zamiescic zdjec, ktore tam byly. Nie chcelibyscie tego widziec!
Jemy i swietujemy
zaczac swietowac, poniewaz w koncu nie wiemy kiedy jest ten Nowy Rok (bo maja tu 5 dni wolnego) na wszelki wypadek co wieczor robimy sobie Sylwestra
poniedziałek, 31 stycznia 2011
We love Finnair
1.Po pierwsze wpuscili Sebe do samolotu (a nie musieli)
2.Po drugie nie wyrzucili Glusia z pokladu tylko wyrwali mu flaszke z ust i grzecznie pouczyli o szkodliwosci picia w samolocie
3. Po trzecie zrobili nam upgrade na sleepingi ( ale to jest zasluga Ani, bo ona tak zawsze lata do Azji)
4. Po czwarte oddali nam flaszke dzieki czemu juz na spokoju siedzimy na lotniski w HK i spozywamy
Okecie
DZIEKUJEMY WAM KOCHANI
CZEKAMY NA WAS W SAJGONIE
A ponizej niespodzianka Macka!!!!
Poznajesz goscia?
niedziela, 30 stycznia 2011
Jedzie sie
Uwaga TEOLOGIE
POZDRAWIAMY PIOTRA
czwartek, 6 stycznia 2011
Plan planów
Vietnam - good morning!!!! Good morning Kambodża a może nawet Laos.
Zawitają tam już zniecierpliwieni: Ania, Anka, Dominika, Grażynka, Grysiu, Krzysiek, Seba i Robert ( a może i Iwona?i ......?)
środa, 17 listopada 2010
Meczet w Casablance
odświętne stroje dzieciaków
no i zaczyna się Fiesta
śniadanie w rijadzie
Śniadanko na słodko jak we Francji. Słodka jak ulepek herbata miętowa albo równie słodka kawa i do tego placek z miodem albo dżemem. Gluś tego szczerze nienawidził.
nasz rijad
wtorek, 16 listopada 2010
El Jadida
poniedziałek, 15 listopada 2010
Farbiarnia
Garbarnia w Fes
niedziela, 14 listopada 2010
Rzeźbiarze
Starszy Pan wykonujący z kości wielbłąda grzebyczki, zalotki i breloki z "rękami Fatimy", które matki darują swoim dzieciom aby je chroniły przez złymi urokami.
Cyniarze
Wielbłądy na targu?
może oprócz gołębia należy spróbować także wielbłąda, ale został tylko kawałeczek. No to chociaż buzi..



