niedziela, 14 stycznia 2007

Carbo Verde 2007

Termin: 14 do 21 styczeń 2007 r.

Podróżnicy: Ada, Kasia, Justyna, Anka, Martin, Krzysiek M., Piotrek, Krzysiek G.

Miejsca: Wyspa Sal na Archipelagu Wysp Zielnego Przylądka

W mroźnym polskim styczniu byliśmy na słodkim lenistwie na wyspie Sal będącej częścią Wysp Zielonego Przylądka – czyli Cabo Verde.

Wesoło wystartowaliśmy z Katowic pociągiem do Pragi a potem samolotem na wyspę, gdzie w tym czasie było ponad 25 stopni i wiał przyjemny wiaterek od oceanu.

Jeżeli ktoś byłby jeszcze ciekawy historii tego sympatycznego kraju to poniżej ściągnęłam dla Was kilka informacji z netu:

Na Oceanie Atlantyckim, ok. 500 km na zachód od wybrzeży Senegalu rozciąga się Republika Wysp Zielonego Przylądka (z port. Republica de Cabo Verde), zajmująca powierzchnię 4033 km. Tworzy ją archipelag 10 wysp i 8 wysepek, które dzielą się na dwie grupy: Wyspy Zawietrzne (Ilhas de Barlavento), na które składają
się: Sant`Antao, Sao Vicente, Santa Luzia, Sao Nicolao, Sal i Boavista oraz wyspy Nawietrzne (Ilhas de Sotavento), w których skład wchodzą: Maio, Santiago,
Fogo i Brava. Ze względu na ich wulkaniczne pochodzenie, krajobraz większości wysp jest górzysty, a roślinność raczej uboga; wyjątkiem są wyspy Sal, Boavista
i Maio, w których przeważa płaski krajobraz, a ich wizytówką są idylliczne, piaszczyste plaże. Specyficzna jest także wyspa Sant`Antao, której krajobraz
można porównać do tego z filmu „Jurrasic Park” - jest to doskonałe miejsce dla miłośników trekkingów. Najwyższy szczyt archipelagu to czubek wulkanu Fogo,
który znajduje się na wysokości 2829 m n.p.m.
Wyspy Zielonego Przylądka zostały odkryte i skolonizowane ponad 500 lat temu przez Portugalczyków; w 1460 r. odkryto pierwsze pięć wysp, pozostałe w 1462 r.
Ze względu na bliskość kontynentu afrykańskiego i odbywający się latami handel niewolnikami, wymieszały się tu wpływy europejskie i afrykańskie, które z
czasem przyczyniły się do powstania własnej, specyficznej kultury tego miejsca. Można powiedzieć, iż Cabo Verde jest swoistego rodzaju mieszanką Afryki,
Portugalii i Brazylii. Miejscową ludność w większości stanowią urodziwi i gościnni Kreole (80%) – afrykańsko-portugalscy potomkowie byłych kolonizatorów.
W roku 1975 wyspy uzyskały niepodległość i stały się niezależną republiką. Tym, co odróżnia Cabo Verde od czarnego kontynentu jest brak występowania
tu jakichkolwiek wewnętrznych konfliktów socjalnych czy etnicznych, praktycznie nie ma przestępczości, nie ma także zagrożenia zarażenia się chorobami
tropikalnymi jak malaria czy żółta febra, w związku z czym nie jest potrzebna żadna profilaktyka przed wyjazdem.
Z Wysp Zielonego Przylądka pochodzi słynna piosenkarka Cesaria Evora – królowa niezwykle popularnej na Cabo Verde formy muzycznej zwanej morną.
Podobno można ją spotkać spacerującą z cygarem uliczkami pięknego, kolonialnego miasteczka Mindelo na Sao Vincente, skąd pochodzi.

środa, 1 listopada 2006

Indie 2006 - Agra


(kliknij na zdjęcie a znajdziesz tam więcej fotek)


Agra

Agra to ostatni etap naszej podróży.Tadż Mahal jest

naprawdę cudem świata i to nie podlega dyskusji. Niestety samo miasto to kompletny chaos

opanowany przez rozlicznych sprzedawców pamiątek.

poniedziałek, 30 października 2006

Indie 2006 - Goa Mari Beach


(kliknij na zdjęcie a znajdziesz tam więcej fotek)


Goa Mari Beach

30 październik 2006 - Goa płn – Mari Beach

2000 rp w stylu disco. Pod pokojami discobar, w którym nie ma żywej duszy. Miła, oddana obsługa. Leżaki w cenie, na plaży z rowkiem melioracyjnym spowite w zapach z kurzej fermy. Jeść najlepiej w knajpce obok, kuchnia wydaje się być czysta, bo sami ją sprawdzaliśmy. Nie wiedzieć jednak czemu, niektórych męczy biegunka. Ryby i owoce morza ok.

09.00 – hotelowe śniadanie

09.30 – basen

11.00 – wyjazd do nowego miejsca noclegowego

12.30 – złapanie pierwszej „bańki”

14.00 – atak krabowy na Jakimiaka

Zaczęło się jak już trzeci dzień z rzędu, śniadanie dla chętnych w hotelowej restauracji, przyjemny basenik bez weekendowych gości, lekkie opalanko a potem szybka przeprowadzka na nową plażę – mniej komercyjną – jakby to ujął nasz kolega Kudłaty. Plaża faktycznie mniej komercyjna: z rybackimi łódkami, śmieciami w mniejszych ilościach niż zwykle i dla odmiany z szarym piaskiem, W sam raz nadaje się na integrację z lokalami na wieczornym spacerze, kiedy to wychodzi nad morze cała wioska aby odetchnąć po całodniowym upale. Przy takim to cudzie natury, w plażowej knajpce przyjdzie nam spędzić półtora dnia. Niewiele się, więc zastanawiając po trudach podróży (45 min taxi 400 rp) część towarzystwa złapała lekką banieczkę i ochoczo wybrała się na spacer oraz kąpiel w morzu. Tak było pięknie…. „morza szum, ptaków śpiew, cicha plaża pośród…….” i „….wtedy nagle pojawił się KRAB…” Atak był naprawdę niespodziewany, zszokowany kolega Jakimiak uwierzył w swój niefart dopiero po drugim zakleszczeniu i przy piekącym bólu udał się na brzeg. Krew wspomagana 3 piwkami i rozchodniaczkiem z Krzyśkiem lała się nie na żarty. Na szczęście udało mu się o własnych siłach dojść do knajpki, gdzie siostry ze „Szpitala na perypetiach” zrobiły mu opatrunek a co najważniejsze miejscowi orzekli, że będzie żył. Na wskutek tej radosnej wiadomości pacjent nasączył się do wieczora dużą ilością piwa używając go zamiast środków przeciwbólowych. Reszta grupy zajęła się własnymi sprawami: Krzysiek pilnował Jakimiaka, Ania poszła spać, Grażyna z Anką zbierały muszelki a Maciek pojechał do Internetu. Wieczór minął nam jak co dzień: knajpka z lekkimi napojami alkoholowymi, siusiu, paciorek i spać.

Nocne Polaków rozmowy:

Jakimiak: po przebudzeniu na bańce puka do pokoju Maćka i mówi: „Chcę się wysrać”

Maciek: odpowiedź: „U Ciebie w pokoju też jest ubikacja, po lewej stronie”

Jakimiak: ”Ale, żeby nie było nietoperzy.”